(Ten wpis jest wzorowany na wstępie do jednej z genialnych książek Ursuli K. Le Guin. W zasadzie jest do niego tworem analogicznym, ale posługuje się innymi symbolami. Powstał, by tą samą metodą wyrazić inną myśl.)
Ćma, pędzi przez las w poszukiwaniu światła. Zrodzona godzinę temu waha się między jednym promieniem a drugim. Trzepocze skrzydłami, migocze pośród drzew, pędzi pełna pasji i szuka. Przemierza obszary swym ogromem nieporównywalne do rozmiarów jej ciała, które powstało tylko po to, by dotrzeć do celu. Lecz gdy ludzie rozpalają swe ogniska, dając sobie ciepło i światło, wkraczają w pełne tęsknoty życie ćmy. Oszołomiona pędzi ku esencji swoich marzeń, odrzuca wszystkie inne blaski, jakże marne w porównaniu z tym, i niczego innego nie pragnie, a z każdym trzepotem lekkich jak liście skrzydeł jest bliżej końca swojej wędrówki.
Co zrobi to kruche zwierzę w zetknięciu z ciepłem płomienia?
Co pocznie chłopiec, wychowany w tęsknocie, gdy go zwiedzie miłość?


